,
Koniec kariery Karola Bieleckiego!?Sequentix...
Koniec kariery Karola Bieleckiego!?
Kontuzjowany podczas meczu polskich szczypiornistów z Chorwacją w Kielcach Karol Bielecki będzie operowany w Lublinie. Gwiazdor reprezentacji Bogdana Wenty otrzymał cios w oko. "Jest oko, jest oko?!" - krzyczał zrozpaczony Karol Bielecki do lekarza. Grozi mu koniec kariery. Początkowo Bielecki został przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Około 21 przeszedł badanie na tomografie komputerowym. Według lekarzy kontuzja jest bardzo poważna. Może mu grozić nawet koniec kariery. Wieczorem podjęto decyzję, że skomplikowana operacja reprezentanta Polski zostanie przeprowadzona w specjalistycznej klinice przy ul. Chmielnej w Lublinie. Początkowo Bieleckiego miał przetransportować śmigłowiec, ale z powodu późnej pory dnia i ciemności zawodnik zostanie przewieziony karetką "R". Do Lublina ma dotrzeć około północy. To dramatyczne wydarzenie przyćmiło towarzyską wygraną naszej kadry z wicemistrzami Europy - Chorwatami 25:24. - Jeśli Karolowi stało się coś bardzo poważnego, to ta wygrana traci sens - powiedział trener Polaków Bogdan Wenta. Bieleckiego brutalnie sfaulował Josip Valcić, a w jego imieniu zawodnika Rhein-Neckar Loewen przeprosił Zlatko Horvat. Wszystko zdarzyło około 10 minuty spotkania. Podczas walki o piłkę Valicić zaczepił palcem o oko Karola Bieleckiego i pociągnął, rozrywając powiekę. Najprawdopodobniej doszło do uszkodzenia gałki ocznej. Nasz zawodnik opuścił boisko, z którego trzeba było zetrzeć ślady krwi. Według wstępnych badań Bielecki ma pękniętą gałkę oczną, a konsekwencje takiego urazu mogą być bardzo poważne i zakończyć karierę Karola. Na konferencji prasowej po meczu Chorwaci przepraszali za swojego zawodnika, który spowodował uraz Karola. źródła: dziennikwschodni.pl/sports.pl Kontuzjowany w piątkowym spotkaniu sparingowym z Chorwacją Karol Bielecki w nocy karetką "R" trafił z Kielc do Lublina. Gwiazdor reprezentacji szczypiornistów przeszedł operację w miejscowej Klinice Okulistycznie. Zawodnik ma pękniętą lewą gałkę oczną, co może oznaczać koniec kariery! Do Lublina karetka z Karolem Bieleckim a takze towarzyszącym mu lekarzem klubowym dotarła około północy. Natychmiast rozpoczęła się skomplikowana oparacja. Trwała prawie cztery godziny. Prawdopodobnie gałka została zszyta. To jednak bez wątpienia dopiero początek leczenia. Karola zapewne będzie czekała kolejna operacja. Na razie nie ma komunikatu o rokowaniach na przyszłość. Okazało się, żę doszło do pęknięcia gałki ocznej, konsekwencje takiego urazu mogą być bardzo poważne i zakończyć karierę 28-letniego Karola. Po prostu jest duże prawdopodobieństwo, że już nigdy nie będzie dobrze widział na kontuzjowane oko. A wzrok w piłce ręcznej to sprawa podstawowa... Klub Bieleckiego, Rhein-Neckar Loewen natychmiast zareagował na doniesienia z Polski i wysłał do Lublina samolot, który przetransportuje popularnego "Kolę" do specjalistycznej kliniki w Niemczech. – Operacja była bardzo skomplikowana i na razie trudno mówić o jakichkolwiek rokowaniach. Jeszcze dziś w lubelskiej klinice uraz Karola zostanie skonsultowany z innymi polskimi specjalistami. Jak będzie trzeba sprowadzeni zostaną również okuliści z zagranicy – wyjaśnił Paweł Papaj, kierownik reprezentacji Polski. Oj, niedobrze... Karol, jesteśmy z tobą! źródło: eurosport.pl Do szpitala przyjechały w sobotę siostry piłkarza, które wspierają go w ciężkich chwilach. Jego klub, Rhein-Neckar Loewen, chcąc zapewnić jak najlepszą opiekę już wysłali do Lublina specjalny samolot z lekarzami na pokładzie. W tej chwili statek powietrzy czeka na lotnisku w Lublinie. Niemieccy lekarze są gotowi w każdej chwili zaopiekować się Polakiem. Teraz tyko medycy z Lublina muszą wydać pozwolenie. Wtedy Karol od razu odleci do kliniki z Hamburgu, która uważana jest za najlepszą w kraju naszych zachodnich sąsiadów. Karoi niedawno przedłużył z zespołem z Loewen umowę do 2015 roku. W niemieckim klubie ma nie tyko wysoki kontrakt, ale także ubezpieczenie. Nie musi martwić się zatem o koszty leczenia. Oświadczenie ZPRP dot. stanu zdrowia Karola Bieleckiego: Doktor Maciej Nowak, lekarz reprezentacji Polski, poinformował iż stan Karola Bieleckiego jest stabilny. Wielokrotny reprezentant kraju znajduje się pod troskliwą opieką zespołu Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, pod przewodnictwem profesorów Tomasza Żarnowskiego i Zbigniewa Zagórskiego oraz doc. Jerzego Mackiewicza. Pozostają oni w stałej konsultacji z Wojskowym Instytutem Lotniczym, także lekarz kadry stale czuwa przy zawodniku. Wczorajsza operacja była zabiegiem doraźnym, wynikającym ze stanu klinicznego uszkodzonego oka, optymizmem napawa fakt jego reakcji na promień światła. W przeciągu najbliższych 48 godzin zapadnie decyzja o dalszych krokach, które będą najlepsze dla zdrowia Karola, prawdopodobnie czeka go kolejna operacja mająca na celu poprawę parametrów uszkodzonego narządu wzroku. Jutro po południu zbierze się konsylium najlepszych specjalistów w kraju w dziedzinie okulistyki, które zadecyduje gdzie operacja ta zostanie przeprowadzona. Decyzja została podjęta w porozumieniu z samym zawodnikiem. Jednocześnie pragniemy serdecznie podziękować profesorom Żarnowskiemu i Zagórskiemu za osobiste zaangażowanie się w znalezienie optymalnych rozwiązań dla poprawy stanu zdrowia Karola. Dzięki międzynarodowym kontaktom obu profesorów możliwe były konsultacje ze światowymi sławami w dziedzinie okulistyki, co wydatnie ułatwi podjęcie najkorzystniejszych decyzji. Doktor Nowak przekazał nam, iż z ubolewaniem i dezaprobatą przyjął wczorajszą decyzję Kliniki Okulistyki w Katowicach o odmowie udzielenia pomocy Karolowi. Na szczęście mogliśmy liczyć na wsparcie lubelskiej kliniki, która w możliwie najkrótszym czasie przeprowadziła wszystkie niezbędne zabiegi. Pragniemy w tym miejscu podkreślić, że Uniwersytet Medyczny w Lublinie gwarantuje pełen profesjonalizm oraz światowy poziom leczenia. Jednocześnie pragniemy zdementować plotki o tym, iż na zawodnika czeka klubowy samolot Rhein-Neckar Loewen, przewożenie pacjenta drogą lotniczą mogłoby jedynie pogorszyć jego stan zdrowia. Doktor Nowak pozostaje zaś w stałym kontakcie z klubowym lekarzem i managerem Rhein-Neckar. Przedstawicieli prasy prosimy też o uszanowanie spokoju Karola i nie nagabywanie go w szpitalu, albowiem i takie incydenty niestety miały już miejsce. Przy zawodniku stale przebywa lekarz reprezentacji Polski Maciej Nowak, który m.in. zdementował informację o tym, że do Lublina klub polskiego szczypiornisty Rhein-Neckar Loewen przysłał samolot, który miałby go zabrać do Niemiec na dalsze leczenie. Podkreślił, że pacjenta z kontuzją oka nie można transportować drogą lotniczą. Bieleckiemu w klinice towarzyszy najbliższa rodzina. Jak poinformowali jej członkowie, zawodnik czuje się lepiej, także pod względem psychicznym. W kilkanaście godzin po operacji już siedzi i normalnie rozmawia. Zdaniem lekarza reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych, w piątek Klinika Okulistyki w Katowicach odmówiła udzielenia pomocy Bieleckiemu. "Wyrażamy z tego powodu dezaprobatę i ubolewanie. Na szczęście mogliśmy liczyć na wsparcie lubelskiej kliniki, która w możliwie najkrótszym czasie przeprowadziła wszystkie niezbędne zabiegi" - wyjaśniono w komunikacie związku. Zdaniem rzeczniczki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, do którego należy klinika, Izabeli Koźmińskiej, informacja o odmowie przyjęcia Bieleckiego w katowickim szpitalu jest nieprawdziwa. "Lekarz dyżurny kliniki rozmawiał telefonicznie z lekarką, która udzieliła zawodnikowi pierwszej pomocy. Gdyby pacjent chciał do Katowic przyjechać, zostałby oczywiście przyjęty. Tu nie było żadnych wątpliwości. Natomiast lekarze różnili się w ocenie, jakie działania najpierw należy podjąć w zaistniałej sytuacji. Nasz lekarz opowiadał się za jak najszybszym zszyciem rogówki i twardówki, a potem zakładał przeprowadzenie innych zabiegów. Być może podjęto decyzję, że lepiej będzie przewieźć zawodnika do innego szpitala z jakichś względów, natomiast z pewnością nie dlatego, że w Katowicach odmówiono przyjęcia" - powiedziała Koźmińska. Rozgrywający reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych Karol Bielecki został samolotem przetransportowany do Stuttgartu. Stamtąd karetką przewieziono go do Kliniki Uniwersyteckiej w Tybindze. Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu przejdzie drugą operację oka. 28-letni Bielecki poważnego urazu oka doznał w starciu z Josipem Valciciem w pierwszych minutach piątkowego, towarzyskiego spotkania z Chorwacją w Kielcach. Zawodnika początkowo przewieziono do kieleckiego Szpitala Wojewódzkiego, skąd przetransportowano go do Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, gdzie przeszedł zabieg. Z inicjatywy klubu Rhein-Neckar Loewen, z którym wicemistrz świata z 2007 roku jest związany do 30 czerwca 2015 roku, Bielecki jeszcze w niedzielę znalazł się w Niemczech. Właściciel "Lwów" Achim Niederberger najpierw wysłał do Lublina lekarza, a potem postarał się o odpowiedni samolot dla polskiego szczypiornisty. "Wszystko zostało ustalone z krajową federacją, a zgodę na podróż wydali lekarze w Lublinie po dokładnym badaniu" - poinformował menedżer niemieckiego klubu Thorsten Storm. Bielecki poleciał z wojskowego lotniska w Dęblinie do Stuttgartu, skąd karetką przewieziono go do Kliniki Uniwersyteckiej w Tybindze. Wcześniej informowano, że Polak ma trafić do Heidelbergu, ale szpital w Tybindze jest lepiej wyposażony. "Tam czekał na niego klubowy lekarz Andreas Klonz. Dopiero po badaniach będzie można powiedzieć coś więcej, ale wszystko wskazuje na to, że jeszcze w przyszłym tygodniu zawodnik zostanie po raz drugi operowany" - dodał Storm. Zabieg, który Bielecki już przeszedł, był doraźny, wynikający ze stanu klinicznego uszkodzonego oka, ale optymizmem napawa fakt, że reaguje ono na promień światła. Tego rodzaju kontuzje w piłce ręcznej zdarzają się rzadko. W półfinałowym meczu mistrzostw Europy w 2004 roku podobnego urazu nabawił się Chorwat Petar Metlicic. Po wielu miesiącach rehabilitacji i kilku zabiegach wrócił jednak na parkiet. Nie udało się to natomiast Islandczykowi Jasonowi Olafssonowi. W 1998 roku dostał łokciem w oko. Po dwóch operacjach nie udało się jednak przywrócić mu wzroku i musiał zrezygnować z wyczynowego uprawiania sportu. Wciąż nie wiadomo, jaka przyszłość czeka Karola Bieleckiego, który doznał ciężkiego urazu oka. Reprezentanta Polski czekają dwie kolejne operacje w Niemczech. - Jego stan jest poważny, ze względu na rozległość i siłę urazu - mówi Tomasz Żarnowski, profesor w dziedzinie okulistyki i kierownik kliniki w Lublinie, gdzie do wczoraj przebywał zawodnik. Kalendarium zdarzeń: » Piątek, godz. 18.15 - Palec w oku Karola Minęła ósma minuta meczu. Chorwaci atakowali polską bramkę. Trener Bogdan Wenta testował nowe ustawienie obrony, z Bieleckim jako wysuniętym obrońcą. Piłkę dostał Josip Valcić i podał ją swojemu koledze, zahaczając ręką o twarz Karola. Kciuk Chorwata znalazł się głęboko w oczodole polskiego rozgrywającego, który złapał się za twarz i przewrócił na podłogę. - Kiedy Karol upadł, wbiegłem na boisko i od razu przyłożyłem mu do oka tampon - wspomina lekarz kadry Maciej Nowak. - Normalnie przy takich uderzeniach, np. w łuk brwiowy, na parkiecie pojawia się krew. Tym razem jej nie było. Zamiast krwi była galaretowata, czerwona substancja. Kiedy to zobaczyłem, ugięły się pode mną nogi, bo wiedziałem już, że to nie jest zwykłe rozcięcie. Kiedy odsłoniłem ranę, zobaczyłem zapadnięty oczodół. Dałem sygnał, żeby wezwać karetkę - mówi Nowak. - Jak zobaczyłem twarz Maćka, zrozumiałem, że sprawa jest bardzo, bardzo poważna - dodaje Wenta. - W mojej 30-letniej pracy na chirurgii urazowej i intensywnej terapii nie miałem do czynienia z takim urazem - przyznaje Nowak. » Piątek godz. 18.30 Diagnoza w Kielcach Zawodnika odwieziono do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Tam zrobiono tomografię komputerową i badanie w ciemni okulistycznej. Wykonano wszystkie doraźne działania: opanowanie krwawienia, zszycie rany, założenie tamponu i podanie leków. Trzeba wykonać następny krok - przewieźć pacjenta do specjalistycznej kliniki. Pierwszy pomysł to Katowice. - Od razu poinformowałem, że chodzi o Karola Bieleckiego, czołowego reprezentanta Polski. Tam odmówiono jednak jego przyjęcia. Lekarka dyżurna powiedziała, że ranę można opatrzyć w Kielcach i za dwa dni przywieźć chorego na konsultację na Śląsk. To nie wchodziło w grę, więc dalsze kroki skierowaliśmy do lubelskiej Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego. Tam lekarz zachował się zupełnie inaczej. Powiedział, że można zawodnika przywieźć i natychmiast operować. Tak też zrobiliśmy - opowiada Nowak. Pojechał z Karolem do Lublina karetką na sygnale. Zawodnik na podróż dostał leki uspokajające i drzemał. Kiedy Bieleckiego badali w kieleckim szpitalu, w Hali Legionów trwał mecz. - Zaczynały dochodzić pierwsze chaotyczne informacje. Ktoś podszedł do mnie z tyłu i powtarzał „wyjęli mu oko, wyjęli mu oko" - wspomina trener Wenta. » Sobota godz. 1.00 Operacja w Lublinie Poszła plotka, że Bielecki miał polecieć do Lublina śmigłowcem, ale pojechał karetką, bo na lot było zbyt ciemno. - To nieprawda, w ogóle nie było takiego tematu - ucina Nowak. Pośpiech nie był zresztą niezbędny, bo do operacji trzeba być co najmniej sześć godzin na czczo, a zawodnik w czasie meczu pił wodę. Karetka na sygnale z Bieleckim pokonała drogę z Kielc do Lublina w dwie godziny. 40 minut po przyjeździe Karol został poddany narkozie i rozpoczęła się ponaddwugodzinna operacja. - Zabieg polegał na zszyciu rany gałki ocznej, która została bardzo poważnie uszkodzona - mówi prof. Żarnowski. Po zabiegu doktor Dariusz Haszcz, który operował piłkarza, wykonał jeszcze badanie USG, które potwierdziło rozległe uszkodzenia. - Jestem pod wrażeniem jakości pracy lubelskiej kliniki - chwali Nowak. Przez ten cały czas telefon lekarza kadry był rozgrzany od nieustannych rozmów. Dzwonił trener Wenta, dziennikarze. Wszyscy chcieli informacji, a medyk tylko rozkładał ręce. - Trwa operacja - powtarzał. Przez te szalone trzy dni przekroczył swój limit na rozmowy o tysiąc procent. - Było nawet tak, że gadałem przez dwa aparaty naraz, z Niemcami i Polakami - mówi Nowak, który po operacji został jeszcze z zawodnikiem, po czym wrócił do reprezentacji do Warszawy. »Sobota, godz. 12 Wizyta rodziny Początkowo szczypiornista był w katastrofalnym stanie psychicznym. Potężny i twardy jak tur Bielecki był zupełnie załamany. Czuwał przy nim kielecki działacz szczypiorniaka Marek Adamczak, który tak wspomina pierwsze chwile w szpitalu. - Chciało nam się płakać, ale nie było sensu dłużej pogrążać się w rozpaczy. Zacząłem przekonywać Karola, że wszystko będzie w porządku, że dzisiejsza medycyna potrafi czynić cuda - mówi. W sobotę rano obok jego łóżka wraz z Adamczakiem pojawiły się siostry zawodnika - Agnieszka i Joanna. Bielecki czuł się zdecydowanie lepiej. - Przygotowałyśmy mu wspaniały rosołek, który pałaszował ze smakiem - mówi Joanna Bielecka. » Niedziela, godz.15 W drogę do Tybingi Wczoraj odbyło się spotkanie profesora Żarnowskiego z doktorem Haszczem i Bieleckim. Rozważano dalsze leczenie (w tym także dwa kolejne zabiegi) w klinice lubelskiej oraz w niemieckiej Tybindze. Po konsultacjach z doktorem Nowakiem, działaczami Rhein-Neckar Löwen, menedżerem zawodnika i samym Bieleckim, postanowiono, że Karol zostanie jak najszybciej przetransportowany - prywatnym samolotem jednego ze sponsorów Lwów - do Niemiec. - Stan ogólny pacjenta jest na tyle dobry, że nie ma przeszkód, aby poleciał samolotem. W klinice uniwersyteckiej w Tybindze są najlepsi specjaliści w Europie w dziedzinie leczenia skomplikowanych urazów gałki ocznej. Zresztą świetnie ich znamy, bo współpracujemy z nimi już 10 lat - wyjaśnia prof. Żarnowski. Około godz. 18 Bielecki był już w drodze do Niemiec. 5 zdjęć zawartych w filmiku na YT. Szczególnie wstrząsające jest to ostatnie... Kod: http://www.youtube.com/watch?v=pD34ZiOR5GA Spoiler http://fotoo.pl/zdjecia/files/2010-06/980ad842.jpg Wciąż nie wiadomo, czy Karol Bielecki odzyska wzrok i będzie mógł powrócić do uprawiania sportu. Brak żadnych informacji jest w tym przypadku złą informacją. Wyniki wtorkowej operacji miały być znane w środę wieczorem, ale żadne oficjalne wieści na temat zdrowia piłkarza się nie pojawiły, co może sugerować, że stan oka 28-letniego reprezentanta Polski nie jest dobry. Prowadzący pacjenta lekarze za szpitala w niemieckiej Tybidze w ogóle nie wydali oświadczenia w tej sprawie. Brak dobrych informacji jest w tym przypadku złą informacją. Prawdopoodbnie Bieleckiego czekać będzie jeszcze trzecia operacja. Oznacz to, że maleje szansa odzysknia przez Karola Bieleckiego pełni zdrowia... Rozgrywający reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych i klubu Rhein-Neckar Loewen Karol Bielecki opuścił w piątek rano klinikę w Tybindze, gdzie we wtorek przeszedł drugą operację lewego oka. Zawodnik udał się na rehabilitację do Heidelbergu. Jak podaje Związek Piłki Ręcznej w Polsce, rehabilitacja ma na celu "szczegółową ocenę stanu narządu wzroku pod kątem kolejnych zabiegów transplantacyjnych. Niestety uszkodzenia są na tyle duże, iż możliwości terapeutyczne zostały ograniczone". "Rehabilitacja będzie trwała od dwóch do czterech tygodni i pozwoli przystosować organizm do nowego, ograniczonego pola widzenia. W czasie jej trwania zawodnik będzie na bieżąco przechodził specjalistyczne badania, które ułatwią podjęcie decyzji co do następnych, najlepszych dla zdrowia Karola kroków" - napisano w komunikacie związku. 28-letni Bielecki doznał urazu w starciu z Josipem Valciciem w pierwszych minutach spotkania z Chorwacją. Początkowo przewieziono go do kieleckiego Szpitala Wojewódzkiego, skąd przetransportowano do Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, gdzie przeszedł operację poszycia oka. Właściciel i prezes niemieckiego klubu Achim Niederberger wysłał do Lublina samolot, którym Bielecki został przewieziony do Stuttgartu, a stamtąd karetką do Kliniki Uniwersyteckiej w Tybindze. Tam przeszedł drugi zabieg chirurgiczny, który "miał na celu poprawę parametrów uszkodzonego oka". Karol Bielecki nie wróci do czynnego uprawiania piłki ręcznej. Nie udało się uratować oka, ale rozgrywający reprezentacji Polski nie traci optymizmu. "Tak się wszystko potoczyło i trzeba będzie robić coś innego. Co by się nie działo, dam radę" - zapewnił. W rozmowie z Programem 1 Polskiego Radia Bielecki poinformował, że kolejna operacja już nic by nie dała, dlatego wykluczył powrót na parkiet, ale chciałby swoją przyszłość związać ze sportem. "Niestety tak się wszystko potoczyło, że nie udało się uratować oka. Muszę nauczyć się żyć inaczej. Trzeba będzie robić coś innego, ale co by się nie działo, dam radę. Jeszcze dużo przede mną, w końcu to tylko oko" - powiedział. I co tu dodać? Wywiad z Karolem Bieleckim przeprowadzony przez PS: PRZEGLĄD SPORTOWY: Co z pana okiem, czy będzie pan na nie widział? KAROL BIELECKI: Nie mam lewego oka. Jest całkiem ślepe i nie ma żadnych nadziei, że odzyskam w nim wzrok. PS: Czy to oznacza też, że kończy pan sportową karierę? Obecnie tak to wygląda. Piłka ręczna to szybki sport, trzeba błyskawicznie reagować, oceniać odległości, kierunki. Z jednym okiem byłoby to bardzo trudne, wręcz niemożliwe. PS: Jak pan się dowiedział o dramatycznej diagnozie? W środę, po drugiej operacji lekarz powiedział mi, że to koniec. Obrazowo przedstawił mi sytuację, powiedział co się stało z okiem i dlaczego nie będę na nie widział. Początkowo przeżyłem szok. Świadomość, że straciłem oko i prawdopodobnie nie będę mógł grać w piłkę ręczną była straszna. Dlatego przez tych kilka dni od wypadku nie było żadnej informacji z mojej strony. Musiałem to przetrawić. Teraz już się z tym pogodziłem. PS: Potrzebował pan pomocy psychologa? Nie, bardzo pomogło mi wsparcie bliskich. W Niemczech były ze mną moja dziewczyna i siostra. Najtrudniejszą rzeczą było przekazanie tej wiadomości moim rodzicom. PS: Pamięta pan moment doznania urazu w czasie meczu? Valcić podawał do kogoś piłkę. Zrobił to tak nieszczęśliwie, że jego palec znalazł się w moim oku. Od razu czułem, że jest bardzo źle. Widziałem, że maź, która ciekła na boisko to nie była krew, bo krew leciała mi już wiele razy i wiem jak wygląda. To było oko. PS: Ma pan żal do Josipa Valcicia? Nie, zdaję sobie sprawę, że to nie było żadne brutalne zagranie, tylko wypadek. Taki, jaki zdarza się raz na milion. Nie mam do Chorwata pretensji. No cóż, trudno, kontuzje są częścią sportu. Mnie akurat przydarzyła się utrata oka. PS: Lekarze na bieżąco informowali pana o stanie oka? Już w Lublinie doktor nie robił mi wielkich nadziei. Po drugiej operacji przeprowadzonej w Niemczech wszystko było już jasne. PS: Jak pan zniósł psychicznie całą tę sytuację? Na pewno gorzej niż fizycznie, bo bólu to wielkiego nie czułem. Ale życie toczy się dalej, na pewno się nie załamię. Kiedyś zastanawiałem się nad tym, jak czuje się sportowiec, który z dnia na dzień musi zakończyć karierę. I powiem szczerze - myślałem, że będzie gorzej. Przecież ja tylko nie mam oka, ale jestem zdrowy i żyję dalej. Jednak teraz ten tryb życia znacząco się zmieni. Ale może zmieni się na lepsze? Może to, co mnie czeka teraz, będzie jeszcze ciekawsze od kariery sportowej? Tego nigdy nie wiadomo. Moi koledzy z kadry byli w sobotę w dziecięcym szpitalu onkologicznym. I to tam rozgrywają się prawdziwe dramaty, rozstrzygają się kwestie życia i śmierci. Ludzie na co dzień tracą najbliższych, dowiadują się o chorobach. A ja normalnie chodzę, mówię i tylko gorzej widzę. Będzie dobrze, musi być. PS: Przez ostatnich kilka dni w sprawie pańskiego zdrowia panowała informacyjna blokada. Sam pan o tym zdecydował? Tak, ponieważ uznaliśmy z najbliższymi i lekarzami, że informacja o moim stanie zdrowia powinna wyjść ode mnie, a ja przez te dwa dni nie czułem się na siłach, żeby o tym mówić. PS: Przez ten tydzień pańskie zdrowie było jedną z najważniejszych spraw w polskich mediach sportowych. Wyrazy wsparcia kibiców, msze odprawiane za pańskie zdrowie, dodające otuchy wpisy internautów - czy to wszystko do pana docierało? Tak i serdecznie za to wszystko dziękuję. To dla mnie naprawdę ważne, czułem, że nie jestem osamotniony i to nie tylko dzięki mojej rodzinie i przyjaciołom, ale też właśnie kibicom. Teraz w trakcie meczów reprezentacji Polski będę już siedział razem z nimi. PS: Co pan zamierza w najbliższej przyszłości? W piątek wyszedłem z kliniki w Tybindze. Na początku przyszłego tygodnia zaczynam rehabilitację w Heidelbergu. Będę tam uczył się jak najlepszego funkcjonowania z jednym okiem. Co do dalszej przyszłości, to jeszcze nie mam sprecyzowanych planów, ale na pewno znajdę sobie jakieś zajęcie. Z pewnością czeka mnie teraz wiele spraw formalnych, związanych z ubezpieczeniem, kontraktem z Rhein-Neckar Loewen i innych. Każdy dzień będzie niósł coś nowego. Szkoda czasu na roztrząsanie przeszłości. Niemiecki klub piłki ręcznej Rhein-Neckar Lowen zadeklarował, że nadal będzie wspierał reprezentanta Polski Karola Bieleckiego, który w wyniku urazu, jakiego doznał podczas towarzyskiego meczu z Chorwacją w Kielcach 11 czerwca, stracił lewe oko. - W każdy możliwy sposób będziemy nadal wspierać Karola w tych trudnych dla niego chwilach. Nie łatwo będzie mu przystosować się do nowych warunków, ale znamy waleczność Karola i wiemy, że nie podda się - powiedział manager klubu Thorstein Storm. W piątek Bielecki opuścił klinikę w Tybindze, gdzie w środę przeszedł drugą operację. Oka nie udało się uratować i będzie on musiał przerwać karierę sportową. W poniedziałek polski szczypiornista ma rozpocząć w Heidelbergu trwającą od dwóch do czterech tygodni rehabilitację. Jej program opracowali wspólnie lekarz klubowy "Lwów" Andreas Klonz oraz specjaliści z tamtejszej kliniki ATOS. - Ostatnie badania wskazują, że oko nie odzyska siły widzenia. Celem rehabilitacji będzie przede wszystkim koordynacja zdrowego oka oraz trening krążenia. Jej przebieg będzie zależał m.in. od szybkości gojenia się uszkodzonego oka. Na kolejne kroki w leczeniu trzeba będzie trochę poczekać - powiedział okulista kliniki w Heidelbergu dr Thomas Katlun. Na czas rehabilitacji dla sportowca zostaną przygotowane specjalne okulary ochronne. Bielecki od piątku przebywa w domu w okolicach Heidelbergu. - Oczywiście, że byłem w szoku, trudno mi było uwierzyć w to, co się stało. Przez 11 lat zawodowej kariery nie miałem żadnej poważnej kontuzji. Gdyby jednak pojawiła się jakakolwiek szansa powrotu do sportu, to oczywiście podejmę wyzwanie - powiedział 28-letni i mierzący 202 cm zawodnik. W reprezentacji Bielecki rozegrał 147 meczów. Zdobył 642 gole, co daje mu 7. miejsce w historii polskiej piłki ręcznej. Był ważnym ogniwem kadry, która w 2007 roku zdobyła srebrny medal mistrzostw świata, a przed rokiem - brązowy. W styczniu tego roku grał w ME, w których biało-czerwoni zajęli najlepsze w historii - czwarte - miejsce. Karol Bielecki z jednym okiem wcale nie musi grać gorzej niż przed kontuzją. Może nawet grać lepiej, to kwestia psychiki i motywacji - taką sensacyjną tezę stawia profesor Tomasz Żarnowski. Żarnowski jest światowym autorytetem w dziedzinie okulistyki i kierownik kliniki okulistycznej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, gdzie zawodnik przeszedł tydzień temu pierwszą operację po urazie oka, doznanym w meczu Polska - Chorwacja. Kilka dni temu Bielecki był załamany i deklarował zakończenie kariery. - Będę musiał sobie poszukać zajęcia poza boiskiem, a na meczach usiądę na trybunach razem z kibicami - mówił. Teraz nie jest to już takie pewne. - Karol był w szoku, a to nie jest najlepszy stan na podejmowanie decyzji i składanie deklaracji - mówi Żarnowski. - Wiem, że mam szansę, którą spróbuję wykorzystać - taka wypowiedź Karola Bieleckiego ukazała się na stronie internetowej Rhein-Neckar Loewen. Menedżer Lwów Thorsten Storm zapowiedział, że niemiecki klub udzieli 28-letniemu piłkarzowi wszelkiej możliwej pomocy. - On stoi przed swoim największym wyzwaniem i powrót na boisko nie będzie łatwy. Ale wiem, że Karol będzie walczył - powiedział Storm. Wraz z lewym okiem szczypiornista stracił około 30 procent pola widzenia oraz zdolność przestrzenności widzenia. - Bo to wcale nie jest tak, że jak człowiek straci oko, to będzie widział o połowę mniej. Prawe oko Karola pokrywa około dwóch trzecich tego co widział, mając dwie zdrowe gałki oczne - tłumaczy Żarnowski. Profesor zaskakuje jeszcze jednym stwierdzeniem. - Przestrzenność widzenia Karola mogła więc nie ucierpieć, bo on mógł... wcale jej nie mieć. Warunkiem widzenia przestrzennego, czyli stereopsji, jest posiadanie dwojga oczu. Jednak gdyby przebadać czołowych szczypiornistów świata, to pewnie wielu z nich nie potrafiłoby widzieć przestrzennie. To kwestia m.in. rozwoju funkcji widzenia w dzieciństwie. Oczywiście człowiek, który nie ma stereopsji, potrafi np. oceniać odległo 47 ć na podstawie doświadczenia. A przecież Bielecki spędził na boisku ponad pół życia, więc doskonale wie w każdym momencie, w jakiej odległości od niego znajdują się partnerzy, rywale czy bramka - wyjaśnia prof. Żarnowski. - Z medycznego punktu widzenia rzeczywiście nie ma przeszkód, żeby zawodnik kontynuował karierę. Tym bardziej że dla praworęcznego ważniejsze jest właśnie prawe oko, które Karol zachował nienaruszone. Przecież praworęczny snajper w wojsku mruży lewe oko przy strzale czyli ono mu nie pomaga, a nawet przeszkadza - twierdzi lekarz reprezentacji Maciej Nowak. Wiadomo, że gra z jednym okiem byłaby dla zawodnika dużym ryzykiem, bo gdyby ono ucierpiało, Bielecki mógłby całkiem stracić wzrok. Jednak biorąc pod uwagę, że takie urazy zdarzają się niesłychanie rzadko, być może warto spróbować. Tym bardziej że rozgrywający występowałby zapewne w specjalnych okularach. Oczywiście musiałyby one być stuprocentowo bezpieczne zarówno dla Bieleckiego, jak i jego przeciwników. - Międzynarodowa Federacja Piłki Ręcznej nie zezwala na grę w maskach, jakie czasem widzimy np. podczas meczów koszykarskiej ligi NBA. Jest to kwestia wizerunku dyscypliny i bezpieczeństwa rywali. Natomiast nie ma zakazu występów w okularach, oczywiście specjalnie dobranych - mówi były sędzia międzynarodowy Marek Góralczyk. W latach 70. w okularach grał Jerzy Melcer, który w 1976 roku wywalczył nawet brązowy medal igrzysk olimpijskich w Montrealu! - Grałem w nich przez całą karierę, bo miałem wadę wzroku. To były zwykłe szkła w metalowej oprawce, zbite dwa razy w czasie całej kariery. I to nie od uderzenia, tylko przy upadku - mówi Melcer. Były znakomity lewoskrzydłowy potwierdza zdanie profesora Żarnowskiego. - Uważam, że Bielecki mógłby grać nawet lepiej niż dotychczas. To przecież żadna filozofia złapać piłkę i rzucić. Tego łapania z jednym okiem musiałby się oczywiście nauczyć, ale byłby pewnie bardziej skoncentrowany, świadomy celu i poświęcenia, które włożył w powrót do sportu. Bo taki powrót będzie go kosztował dużo wysiłku. Jednak sportowcy na wysokim poziomie, a zwłaszcza szczypiorniści, to twardziele. Ja kiedyś grałem przez kilkanaście minut z wybitymi pięcioma palcami, a innym razem pojechałem na obóz reprezentacji ze złamaną nogą i chodziłem z kolegami na wycieczki w góry - wspomina Melcer. Sam Bielecki przyznaje jednak, że piłka ręczna jest bardzo szybką i dynamiczną grą, w której pole widzenia odgrywa znaczącą rolę. - Jeśli o to chodzi, to mniejsze pole widzenia da się nadrobić na przykład przez większy niż do tej pory zakres ruchu szyją i głową. To trzeba oczywiście wyuczyć, ale jest to możliwe - twierdzi Żarnowski. Wszyscy nasi rozmówcy przyznają, że decyzja o ewentualnym powrocie należy do zawodnika. - To kwestia jego psychiki. Gdy się przełamie i podejmie ryzyko, to jedno oko wystarczy mu do gry - mówi Żarnowski. - Jeśli Bielecki ma taki charakter, jak mi się wydaje, czyli jest twardy, to wróci na boisko. A wtedy wszystkim opadną szczęki - dodaje Melcer. A przecież Karol Bielecki jest twardy... źródło: sports.pl Minimalną szansę dają lekarze Karolowi Bieleckiemu na powrót na parkiet po urazie i dwóch operacjach oka. Rozgrywający polskiej reprezentacji piłkarzy ręcznych zapowiedział walkę, a w poniedziałek w Heidelbergu rozpoczął rehabilitację. 28-letni Bielecki doznał urazu w starciu z Josipem Valciciem 11 czerwca w pierwszych minutach towarzyskiego spotkania z Chorwacją w Kielcach. Przeszedł w ciągu tygodnia dwie operacje - jedną w Lublinie, drugą w Tybindze. Diagnoza jest bezlitosna - Polak nie odzyska wzroku w lewym oku. - Wiem, że jest szansa i chcę ją wykorzystać. Nie mogę dopuścić do nawet małego zaniedbania, bo potem sobie tego nie wybaczę. Zrobię wszystko, by jeszcze wrócić do sportu - powiedział wicemistrz świata z 2007 roku. Wsparcie Bielecki dostaje także ze strony klubu. - W poniedziałek rozpoczęła się rehabilitacja. Jak długo ona potrwa nie wiadomo, ale Karol został dokładnie poinformowany o jej kolejnych etapach. Wie, co go czeka - poinformował menedżer klubu Thorsten Storm. W Rhein-Neckar Loewen, z którym polski szczypiornista ma podpisany kontrakt do 30 czerwca 2015 roku, wierzą, że to tylko kwestia czasu, kiedy Bielecki wróci na parkiet. - Z jednym okiem można żyć i można też grać w piłkę ręczną, a ta świadomość dodaje mu odwagi - dodał Storm. Klub już zapowiedział pomoc. - W każdej sytuacji może na nas liczyć. Ściśle współpracujemy z polskim związkiem i wspólnie staramy się zapewnić mu jak najlepsze warunki - podkreślił menedżer "Lwów". Tuż po doznaniu kontuzji Bielecki trafił do kieleckiego Szpitala Wojewódzkiego, a następnie przetransportowano do Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, gdzie przeszedł operację poszycia oka. Następnego dnia prywatnym samolotem właściciela i prezesa niemieckiego klubu Rhein-Neckar Loewen, z którym jest związany kontraktem do 2015 roku, Achima Niederbergera został przewieziony do Stuttgartu, a stamtąd karetką do Kliniki Uniwersyteckiej w Tybindze, gdzie poddano go drugiemu zabiegowi. - Jestem przekonany o tym, że wszystko zostało do tej pory zrobione tak, jak powinno. Operacja w Lublinie była konieczna i nie można było z nią czekać. Nic by nie dało wcześniejsze przewiezienie do Niemiec - uważa Storm. źródło: sports.pl - Jestem po konsultacjach z kilkoma znanymi specjalistami od okulistyki. Tylko jeden z nich, ten pierwszy stwierdził, że nie powinienem uprawiać sportu. Pozostali nie widzą problemu, abym po rehabilitacji znów grał w szczypiorniaka - mówi Karol Bielecki. Piłka ręczna jest dla mnie jak religia. Mam 28 lat, jestem w najlepszym okresie swojej kariery - mówi Bielecki. O zdrowe oko Bielecki się nie boi, gdyż na treningi i mecze będzie zakładał specjalne gogle. - Karol to człowiek z żelaza, twardziel jakich mało. Jest bardzo mocny psychicznie i dlatego podjął taką decyzję. Będziemy przeżywać dzięki niemu jeszcze wiele wspaniałych chwil - zapowiada kielecki działacz i doradca Bieleckiego Marek Adamczak. źródło: sports.pl |
Menu
|